Pod niebem Maroka
Osoby:
Tata – w Maroku po raz jedenasty, w tym roku trzeci. Ma nadzieję,że ostatni.Jarek – w Maroku po raz czwarty.
Irosław i Kejt – w Maroku po raz pierwszy, ale wiele słyszeli i widzieli zdjęcia...
Ben
Mohamed
Mohamed
Mohamed
Mohamed
Mohamed
Mohamed ojciec
Mohamed syn ...
panowie, damy, policjanci, celnicy, dzieci i starcy

SCENA PIERWSZA
Rzecz miała dziać się w Nadarzynie, ostatecznie – trasa A2, Niemcy, Francja, Hiszpania9 – 11 dzień października
Na szyi czuć chłodny oddech jesieni. Z drzew spadają liście, a studenci kserują już pierwsze notatki.
Trzy postaci w czarnych kapturach chyłkiem opuszczają Wydział Geologii.
Pod pachą stos publikacji geologicznych.
Team rusza na podbój Afryki.
Ten dzień trwa trzy doby. By dotrzeć do Maroka samochodem muszą pokonać około 4000 km. Zażywając co kilka godzin dawkę kofeiny i zmieniając się przy kierownicy, z trudem przebywają tę odległość. Gdy kończą się płyty w odtwarzaczu i nie starczyła już siły na podtrzymywanie powiek, postanawiają przespać chwilę na jednym z wielu parkingów. Zmęczenie i jaskrawopomarańczowe światło latarni nie pozwala zasnąć. Po kilku zmianach ustawień materaca rezygnują z tej formy odpoczynku. Rzucają okiem na rozgwieżdzone niebo i ruszają dalej na zachód. Uroku ich nocnej podrózy dodają pięknie oświetlone hiszpanskie miasta. Wszystkie o tej porze wygladają podobnie – trzy razy:„Teraz to już napewno będzie Alicante!”...
W miarę pokonywania kolejnych kilometrów atmosfera robi się coraz bardziej wakacyjna. Zachwyt nowicjuszy : „Patrz palma !” przez starych wyjadaczy(daktyli) skwitowany gromkim „Phi!”. Nawet oni jednak nie oprą się śniadaniu w towarzystwie modliszki. Kruchy rogalik i kawa, a do tego promienie porannego słońca... Ech...

W pewnym momencie,pomiędzy górami zaczyna przebłyskiwać coś srebrno-niebieskiego. Zza winkla wyłania się ocean. Dojeżdzamy do Algeciras. Typowe śródziemnomorske miasto – pasy zieleni porastają strelicje i rododendrony, a przed białymi jak śnieg hotelami w równych rzędach stoją palmy. Po wykupieniu biletów i sprawdzeniu paszporów wędrowcy rozpoczynają godzinny rejs. Jesli ktoś oczekuje niebywałych wrażeń związanych ze zmianą kontynentu – schodzi na ląd zawiedziony – linie zapewniają pasażerom tylko doznania będące wynikiem bujania na falach...
Desant w Ceucie. „Druga strona” niczym się nie różni od europejskiej. Ruszają w kierunku granicy.
SCENA DRUGA
11 październikagranica Hiszpania/Maroko
„Witamy w trzecim świecie” - tako rzecze Tatko. I ma racje. Wokół tłumy ludzi. Pełen folklor. Zasłonięte twarze, oliwkowa cera, chaos... / Kejt przypomina sobie nagle wszystkie niefajne rzeczy, które mówią o zachowaniu Arabów wobec kobiet. A potem idzie wymienić pieniądze. Dużo dużych, obcych panów, mówiących w innym całkiem języku. Wszystkie kieszenie wypełnione Dirhamami. Nieco nieswojo. Trzeba się pilnować. Wypełniają karteczki dla celników, dostają w paszport stempelek z numerem i uciekają w kierunku spokoju.


SCENA TRZECIA
11 październikaMouley Buselham
Mijają ostatnią bramkę na autostradzie. Droga wiodąca przez gaj oliwny – uczucie podobne do tego, kiedy już, już... dojeżdża się do swojej działki czy ulubionego miejsca nad brzegiem jeziora. Długo wyczekiwany odpoczynek. Letniskowy nastrój mogą zepsuć pola śmieci na „przedmieściach”, ale wizja prysznica po 3 dniach w samochodzie przesłania wszystko. Małe miasteczko nad morzem. Idą jeśćś. Główna uliczka – nieco kojarzy się z obrazkami z Hawany. Rząd restauracji – wszystkie do siebie podobne, w każdej mężczyźni zaciekle o czymś rozprawiają. Właściciel wita się jak z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Mieszanka arabsko-francusko-angielskich serdeczności. Ale szczerych. Prawdziwe „życie” zacznie się dopiero późnym wieczorem. Za dwa dni kończy się ramadan. Zamawiają klasyczne danie tutejszej kuchni. Z restauracji wychodzi kilku mężczyzn, każdy w innym kierunku. Po chwili wracają – najwiekszą uwagę zwrócił ten z szarą reklamówką, z której wystawały srebrne ogonki... Mają pewność,że posiłek będzie świeży.
Właściciel rozkłada przed gośćmi serwetki – zostali wyróżnieni, zwykle bowiem używa starannie przyciętego szarego papieru. Danie wieczoru: sałatka marokańska (ze wszystkich dostępnych warzyw) i grilowane rybki (niektóre wciąż szczerzą zębiska - nazajutrz Jarek sam złowi kilka podobnych...). Do tego obowiązkowy “hobz“ - jeszcze ciepły chlebek, którego smak będą wspominać długo po powrocie. Zamawiają coś chłodnego do picia, nie udaje się jednak uniknąć herbaty. „Restaurator”, rozpoznawszy nowicjuszy, odprawia swój rytuał. Nalewa ją z wysoka, do rozstawionych na srebrnej tacy szklaneczek z liśćmi mięty. Ważne, żeby stopniowo podnosić dzbanek coraz wyżej. Herbata ma miodowy kolor, podobną konsystencję – tylko taka wersja obowiązuje do końca wyjazdu. Po kryjomu niektórym udaje się wcisnąć cytrynę i dolać trochę wody, niedługo jednak będą musieli przywyknąć do owej lepkiej cieczy...Będzie im towarzyszyć przez cały miesiąc.
Mouley to idealny pomysł na wakacje. Spokój, cisza, puste plaże. Woda w oceanie – przepisowo słona (paskudna w smaku) i chwilami cieplejsza niż pod hotelowym prysznicem. W ciągu dnia – świetne miejsce do zabawy. Wieczorami rozważni wędkują, a romantyczni spacerują wzdłuż plaży. Szum fal i uczucie, gdy spieniona woda zalewa stopy - niezapomniane.

SCENA CZWARTA – balkonowa
11 październikaMouley Buselham
Mieszkają w „greckim hotelu”- kilka niskich, biało-niebieskich budynków rozrzuconych na zboczu wzgórza. Piękny widok na lagunę, po której kiwają się niebiesko-pomarańczowe łódki. Na tarasie można w spokoju usiąść, pograć na gitarze, pogadać czy pomilczeć. Niestety – komary postanowiły pogryźć i pobzykać. Dzielni podróżnicy chowają się do środka, przyroda jednak o nich nie zapomina – wieczorną rozrywką staje się polowanie na Wielkiego Tupiącego Karalucha.

SCENA PIĄTA
13 październikaExplorer Team rusza na podbój Maroka. Po drodze mijają kilka policyjnych patroli. Gdy tamci widzą zagraniczną rejestrację – puszczają wolno nawet mimo lekkich nadużyć... Choć na początku obecność mundurowych na każdym skrzyżowaniu czy autostradzie trochę dziwiła, z czasem to raczej ich brak był podejrzany.








